You are herePrzegląd filmowy

Przegląd filmowy


Kaurismäki – raz na komediowo, czyli "Leningrad Cowboys jadą do Ameryki"

 

Tundra. Ziemia niczyja. Mróz. Traktor. Zamarznięty na polu basista. Szopa. A w szopie? Najgorszy zespół świata
– The Leningrad Cowboys.


 

 

5 lat za sam wygląd – niedorzecznie szpiczaste buty i fryzury na Elvisa, choć z czubkiem o 20 cm dłuższym. Krawaty, kożuchy i ciemne okulary. Muzycznie jest jeszcze gorzej. W związku z tym, grupa decyduje się odwiedzić Amerykę, gdzie, jak mawia ich menager, "ludzie przełkną każdą szmirę". 

Oryginalny tytuł filmu – "Leningrad Cowboys Go America" nawiązuje do dzieła braci Marx z roku 1940: "Marx Brothers: Go West". Zabieg ten powinien skierować świadomość widza na film drogi, western i parodię. 

Film ma wyglądać na poważny obraz losów zespołu rockowego. Podzielony jest na rozdziały – szumnie brzmiące, ale nie znajdujące odzwierciedlenia w rzeczywistości. "Międzynarodowe lotnisko" z jednym, niewielkich rozmiarów samolotem, "Nowy Jork" od strony śmietników, podrzędnych barów i komisów samochodowych, "Obiecujący początek" w czyjejś piwnicy. Zespół uczy się słów „rock&roll” i zaczyna dopisywać do repertuaru znane wszystkim przeboje, których aranżacja i wykonanie pozostawiają wiele do życzenia. Jak to w filmie drogi bywa, po paru kłótniach, kradzieżach, po surowej cebuli na obiad i cudownym odnalezieniu dalekiego kuzyna, bohaterowie przejeżdżają całe Stany Zjednoczone. W końcu docierają do Meksyku, gdzie tequila płynie prosto z kranu wbitego w kaktus.

W podróży towarzyszy im martwy basista, przewożony na dachu cadillaca, w trumnie wypełnionej lodem, z włosami, butami i gryfem z gitary wystającymi spomiędzy desek oraz Igor, milczący i trochę smutny, śledzący każdy ruch Kowbojów, robiący wszystko, by się do nich przyłączyć. Niestety, w przeciwieństwie do mieszkańców rodzinnej wioski, Igor nie potrafi wyhodować sobie bujnej czupryny na głowie, co staje się jego osobistą tragedią.

Aki Kaurismäki, reżyser filmu, został odkryty przez innego sławnego twórcę – Jima Jarmuscha. Film prezentuje nawet podobną dziełom Amerykanina poetykę – oszczędność dialogu, surową, ale groteskową atmosferę, wyższość obrazu nad innymi elementami języka filmowego. Sam Jarmusch pojawia się w filmie Kaurismäkiego w zabawnym epizodzie, jako nowojorski sprzedawca samochodowy.

 

Magda Jeziorek

 

Pytanie – dlaczego menagerowi nigdy nie brakuje zimnego piwa? Odpowiedź: