You are herePrzegląd filmowy

Przegląd filmowy


Moje matki - aholywoodzki smutek

Film Klausa Härö jest z jednej strony opowieścią jakich wiele - dramat rodziny w czasie II wojny światowej. Inna jest natomiast wojenna historia. Eero pochodzi z Finlandii. Po śmierci ojca zostaje wywieziony do neutralnej Szwecji, podobnie jak 70000 innych dzieci, które miały uniknąć w ten sposób koszmaru wojny we własnym kraju.

 


 

Historia rozpoczyna się czarno-białą sekwencją dotyczącą współczesności – 60-letni Eero mówi matce, że został zaproszony na pogrzeb kogoś, o imieniu Signe. Chce w ten sposób rozprawić się ze wszystkimi wspomnieniami oraz ignorowaną przez lata historią, swoją i matki.

Nikt nie opowiada o smutku tak, jak Skandynawowie. Historia Eero ukazana jest bez przekoloryzowania, prosto i wzruszająco. Dziewięciolatek czuje się od początku wyobcowany. Nie zna języka, nie wie, co dzieje się z Kirsti – jego biologiczną matką, ucieka na dźwięk nadlatującego samolotu, nie ma przyjaciół. Rodzina zastępcza wydaje się nieprzyjazna i odrzucająca, zwłaszcza Signe, która nie chce zaakceptować faktu, że czekając na dziewczynkę, małżeństwo dostało pod opiekę chłopca, który pragnie jedynie uciec do Finlandii.

Dramat pogłębia się, gdy prawdziwa matka chłopca coraz bardziej go opuszcza, a w końcu wyjeżdża do Niemiec, z młodym oficerem. W międzyczasie wychodzi na jaw historia Signe i jej męża, którzy stracili dwa lata wcześniej małą córeczkę, Elin. Signe i Eero zmagają się z własnymi demonami, powoli dojrzewając do wzajemnego zrozumienia i prawdziwej więzi. Wtedy Kirsti żąda odzyskania dziecka.

Topi Majaniemi, młodziutki aktor występujący w roli Eero, przemawia do widza bardziej mimiką
i gestem, niż rozpisanymi w scenariuszu dialogami. Jest w swojej osobistej tragedii wiarygodny i po prostu smutny. Podobnie ma się sytuacja surowej na początku Marii Lundqvist – już od pierwszych scen z jej udziałem przeczuwamy tajemnicę, być może tragedię, ale z niecierpliwością czekamy wyjaśnienia. Psychologizm wszystkich postaci jest ich dominującą cechą. Dlatego też historia wzrusza. Bez scen bombardowania, bez krwawych jatek, za to z dosadną porcją muzyki Tuomasa Kantelinena.  

Film został nominowany do Oskara w kategorii Najlepszy Film Zagraniczny.

 

Trailer filmu Moje matki

 

 

Magda Jeziorek

 


Poprzednie felietony:

 

"Jadesoturi" - przeszłe życie, jutrzejsze szczęście

Kaurismäki - raz na komediowo, czyli "Leningrad Cowboys jadą do Ameryki"

Z tęsknoty za melonikiem - "Gang Olsena"

"Idioci", czyli mistrz Dogmy o buncie

"Uczta Babette" - degustacja rozkosznych kontrastów

"Zakochani widzą słonie" - czarno-biały traktat o odpowiedzialności