You are herePrzegląd literacki
Przegląd literacki
Jens Bjorneboe Historia bestialstwa. Chwila wolności
Historia bestialstwa, czyli trud egzystencjalnej wspinaczki
Niemiecki pisarz, noblista, Hermann Hesse zauważył kiedyś w Wilku stepowym, że istota ludzka nie jest obarczona winą, ale naznaczona piętnem odpowiedzialności. Od momentu sięgnięcia po owoc zakazany, staje w hierarchii pomiędzy aniołem a zwierzęciem. Sama kształtuje swój los, wybierając której istocie pragnie być bliższa.
Pierwsza część tryptyku Historii bestialstwa tj. Chwila wolności autorstwa Jens’a Bjorneboe’a, to próba wpisania człowieka w ów drabinę bytów, po rzezi, jakiej dopuścił się w wieku XX. Norweg ukazuje go jako stworzenie bezduszne, skłonne do znęcania się nad słabszymi, bezbronnymi istotami. Nazywa go małym niedźwiadkiem. Niedźwiadkiem, bo okrucieństwo jakiego się dopuszcza jest szczególnie bestialskie. To drapieżność na miarę króla lasu. Małym, bo najczęściej nie zdaje sobie sprawy ze swoich czynów. Zabija dla zabawy, z głupoty, zabija przez uczucie uwięzienia (zniszczę kraty, które mnie więżą, ale sam boję się opuścić to miejsce, choć wystarczy popchnąć drzwiczki) i z lęku przed wolnością.
Bo Historia bestialstwa, to opowieść o wolności, której wyrzeka się człowiek. Główny bohater wyznaje: Czy jest coś, co budzi we mnie równie silny strach jak wolność? Któż jest na tyle dorosły, by to dźwigać? I kto nas tak wytresował, byśmy bali się światła, przestrzeni, górskiej ściany i morza? Treser może lwa przemienić w psa, ale nigdy psa nie przemieni w lwa.
To prawdziwa historia zagubionej ludzkości, która tracąc swój świetlisty pierwiastek, pogłębia się w ciemności, siejąc śmierć i zniszczenia. Schodzi drabinką i staje się równa zwierzęciu: Kiedy amerykańskie małe niedźwiadki wymordują kilkaset tysięcy japońskich małych niedźwiadków wraz z kobietami, dziećmi i nienarodzonymi, to czy jest w tym coś bardziej wstrząsającego, niż kiedy kraby wygryzają nocą oczy żywym rybom? Czy aby nie przeceniamy małych niedźwiadków?
Nie ma bowiem nic prostszego, niż zejść szczebel niżej. Zostać tu, gdzie jest ciemno, gdzie wszystko jest zabawą i nieświadomością. W świecie zwierząt nie ma odpowiedzialności.
Miejsce akcji nazwane zostaje krajem Chaosu, Lemurią. Lemuria to hipotetyczny zatopiony kontynent, co ciekawe, Ernst Haeckel, niemiecki darwinista, użył teorii o istnieniu Lemurii dla wyjaśnienia braku skamieniałości „brakującego ogniwa” między ludźmi a małpami. Nazwa ta mówi nam o pozycji mieszkańców – usadowionych pomiędzy dwoma stadiami rozwoju. Główny bohater przedstawia to miejsce jako salę sądową. Sam jest woźnym, tym, który będąc w centrum wydarzeń nie uczestniczy w rozprawach, nie karze ani nie ułaskawia. Wyłącznie obserwuje. Z jego spostrzeżeń powstaje Historia bestialstwa, anonimowe dzieło, składające się z 14 protokołów. Woźny sądowy pisze, a jego raporty przedstawiają go, jako jednostkę oświeconą i świadomą. Uwięziony w swoim ciele, genach, rodzinie, wreszcie narodowości i kontaktach społecznych, świadomy ludzkiej kondycji, zarówno jej instynktów jak i przeznaczenia, kształtuje w nas rozkosznie cieplutką, narcystyczną wiarę w człowieka. Zaczynamy po cichu utożsamiać się ze światłym bohaterem. Do czasu kiedy i jemu zaczyna drżeć stopa przed wstąpieniem na wyższy szczebel. Co jest? - pytamy zaskoczeni.
Dwa główne zdania padające w książce:
Prawda jest siostrą śmierci.
Tylko prawda może nas wyzwolić.
Czy to nie przerażające?
Autor przytakuje, przerażające. Najtrudniejsze. Jednak do tego jesteśmy przeznaczeni. Chcąc wstąpić na szczebel i stanąć na równi z aniołami, musimy najpierw zabić zwierzę, które w nas tkwi. W ręce woźnego wpadają pornograficzne zdjęcia z udziałem najważniejszych osobistości miasteczka, w którym żyje. Pedofilskie, obrzydliwe zdjęcia sędziego, księdza, radnych miejskich tkwią w jego spracowanych dłoniach. Oświecony i praworządny woźny, którego ambicją jest przecież wywlec na światło dzienne historię ludzkiego bestialstwa, siada teraz bezładnie na krześle. Wie, że donosząc o tym opinii publicznej, straci swój urząd i najprawdopodobniej będzie musiał opuścić miasto. Zaczyna się wahać.
Znasz prawdę a odkładasz spełnienie do jutra, ponieważ wolisz czekać jak długo się da, niż wziąć na siebie odpowiedzialność. Masz swobodę działania, masz wolność, lecz brak ci odwagi, by z niej skorzystać.
Sytuację bohatera doskonale ilustruje jego sen. Zostaje umieszczony w skalanej wnęce, w której nie może się poruszać, ale ma pewny grunt pod nogami. W dole roztacza się piękny krajobraz rodem z Edenu, daleko gdzieś świeci słońce, kwitną kwiaty, szumi wielki ocean. Ma wybór, stać tu do końca swych dni, aż strąci go wiatr, skała, bądź zmęczą się nogi, lub wyruszyć w żmudną i niepewną podróż w stronę światła. Tu i tu czeka go śmierć. Czy widzimy, że jedna jest drugiej nierówna?
Byłem umierający, ponieważ żyłem bez wolności nie wiedząc o tym i ponieważ brak wolności odczuwa się jako coś przyjemniejszego niż wolność, brak wolności bowiem ogranicza odpowiedzialność za egzystencję albo w ogóle od niej uwalnia.
Strach i kłamstwo, odwaga i prawda, oto główne wyznaczniki prozy Jens’a Bjorneboe’a, człowieka obdarzonego nieludzką wrażliwością, którą zapijał alkoholem, zaduszał wisielczym sznurem i której niezwykle cenną cząstką raczył nas obdarzyć, zanim ostatecznie odebrał sobie życie.
Kinga Kościak
Poprzednie felietony:
Niels Lyhne, czyli opowieść o samotności - Jens Peter Jacobsen "Niels Lyhne"
Każdy z nas ma w sobie karła - Par Lagerkvist "Karzeł"









