You are herePrzegląd filmowy

Przegląd filmowy


Historie kuchenne, rzecz o przyjaźni
szwedzko-norweskiej

 

Film Benta Hamera jest przede wszystkim groteskowym obrazem rodzących się między ludźmi więzi. Pokazuje nam delikatny proces oswajania się z drugą osobą, nie rezygnując przy tym
z absurdalnego humoru i ciepła prostej, domowej historii.

 


 

 

W pierwszych minutach filmu słyszymy, ilustrowany obrazami z laboratoriów, komunikat: "W roku 1944, szwedzkie gospodynie i nauczycielki zajęć praktycznych zakładają instytut badań HFI. Naukowcy prowadzą tam eksperymenty w zakresie wyposażenia kuchni i metod pracy w niej. Celem jest stworzenie nowych, lepszych produktów i poprawienie warunków pracy". Instytut, poszukując nowych rynków zbytu, wybiera się do Norwegii, by poznać sposoby użytkowania kuchni samotnych mieszkańców sąsiedniego kraju. Folke Nilsson, jeden z badaczy, trafia na domostwo Isaka Bjørvika, który pożałował decyzji uczestnictwa w programie i wydaje się - delikatnie rzecz ujmując – niedostępny i oschły. Folke i Isak, dwie zupełnie różne na pierwszy rzut oka osobowości, umieszczone zostają nagle na powierzchni kilku metrów kwadratowych w niecodziennej sytuacji, bo a) Folke siedzi na wysokim aż pod sufit krześle z notesem i ołówkiem, zaznaczając każdy ruch Norwega na kartce z wykresami, b) Isak w kuchni nie gotuje, za to kąpie się albo obcina włosy przyjacielowi z sąsiedniego gospodarstwa. 

Powoli, począwszy od małych gestów – pożyczenia tytoniu czy przyrządzenia kawy, między badającym i badanym nawiązuje się nitka porozumienia. Kiełkuje na naszych oczach zakazana przyjaźń – obserwatorom nie wolno było rozmawiać z badanymi ani włączać się w życie domowe. Kolega po fachu Folkego zostaje zwolniony z pracy za upicie się ze swoim gospodarzem. Kiedy Folke przyznaje się mu, że „też rozmawiał”, brzmi to jak przyznanie się do winy. Norweska produkcja jest komedią, ale porusza uniwersalne, poważne kwestie, takie jak absurdalne sposoby kontrolowania ludzkiego życia, niesnaski między narodami, role społeczne człowieka etc.

Jak na skandynawskie kino przystało, film jest oszczędny w formie, za to pełen wyrazu. Dialogi pozbawione są większego znaczenia – bawią nas sytuacje, obrazy, gesty, mimika. W nich tkwi niezaprzeczalny walor tej wyjątkowej komedii. Isak to postać ujmująca. Bawi i rozczula, a przy tym zaskakuje, np. piwnicą pełną pieprzu albo tym, że sam w sobie odbiera fale radiowe... "Pewnie dlatego, że mam dużo srebrnych plomb", tłumaczy...

 

Magda Jeziorek

 


Poprzednie felietony:

 

Najważniejsze to mieć Kumpli

(Pluszowe) Muminki się cieszą radościa i życiem

"Moje matki" - aholywoodzki smutek

"Jadesoturi" - przeszłe życie, jutrzejsze szczęście

Kaurismäki - raz na komediowo, czyli "Leningrad Cowboys jadą do Ameryki"

Z tęsknoty za melonikiem - "Gang Olsena"

"Idioci", czyli mistrz Dogmy o buncie

"Uczta Babette" - degustacja rozkosznych kontrastów

"Zakochani widzą słonie" - czarno-biały traktat o odpowiedzialności

Witajcie! Na "Historie trafiłam przypadkiem, buszując po necie i szukając czegoś dobrego do obejrzenia. Film recenzowano w kategoriach komedii, i rzeczywiście, jego pierwsze minuty zdawały się to potwierdzać. Całkiem szybko jednak przestało być śmiesznie ,a zaczęło być nostalgicznie... I tu film zapunktował w moich oczach. Opowieść, w której niemal nic się nie dzieje, szczątkowe dialogi, proste tło wydarzeń i sprowadzenie całej akcji do gry emocji między bohaterami. Coś fantastycznego. Nie mam zwyczaju płakać na filmach, ale "Historie.." oglądałam z wielką paczką chusteczek przy boku. Film jest tak doskonały w swej prostocie, tak głęboki i tak nafaszerowany emocjami, że łzy gdzieś popłynęły same.
Historia pięknej przyjaźni, która nie powinna mieć miejsca, zazdrości i prostego życia. Niesamowite zakończenie.
Wbija w fotel.

W norweskim kinie cudowne jest to, w jaki sposób konstruowani są bohaterowie. Odnoszę wrażenie, że to jedyne kino, w którym nie ma NIC ale to nic przypadkowego... Nie ma przypadkowych zdań, przypadkowych wydarzeń. Wszystko układa się w mocną całość.
Poza tym... ewidentnie te filmy promują prawdziwe wartości : przyjaźń, miłość, oddanie, lojalność, poświęcenie, bohaterstwo... I dają też wiarę w ludzi, w to, że każdy zwyczajny człowiek może być w oczach innych kimś naprawdę wielkim i wyjątkowym, bo wielkość człowieka mierzy się tym, co ma w sercu.

"Historie..." polecam.

Gosia