You are herePrzegląd filmowy

Przegląd filmowy


Najważniejsze, to mieć Kumpli

Wszyscy, którzy twierdzą, że kino skandynawskie to jedynie przyciężkie historie o zobojętniałych ludziach, których od klinicznej depresji dzieli jedynie zepsuta sauna – mylą się. Oto i wkracza do akcji Norwegia z bijącą w oczy pozytywną aurą filmu Kumple Mortena Tylduma.

 


 

Tytułowi bohaterowie mieszkają razem w Toyen Centrum. Kristoffer i Geir pracują razem przy rozwieszaniu plakatów reklamowych na ulicach Oslo, cierpiący na agorafobię Stig Inge spędza czas przed komputerem, projektując strony internetowe. Są wolni, radośni i fajni. Kristoffer zaczyna prowadzić rodzaj pamiętnika video, uwieczniając na taśmie wybryki swoje i przyjaciół. Wspinają się na budynki, jeżdżą wózkami z supermarketu po korytarzach metra i generalnie nieźle się bawią. Przy okazji jednej z takich akcji, w budynku telewizji tv2 Kristoffer gubi taśmy z nagrywanymi wcześniej wygłupami. Taśmy przypadkowo trafiają do dyrekcji tv2 i podobają się. Kumple dostają własny reality show i powoli stają się sławni.

Bohaterów ogląda się z czystą przyjemnością. Nicolai Cleve Broch, Aksel Hennie i pierwszorzędny Anders Baasmo Christiansen jako Stig Inge tworzą zabawne i dziwnie czarujące trio, w którym nietrudno się zakochać. Rzecz jasna, nie wszystko zawsze idzie gładko. A szczególnie, jeśli do gry wkracza okrutna machina komercji. Pieniądze i „poważne życie” wprowadzają chaos. Kilka prywatnie sfilmowanych rzeczy wydostaje się na widok publiczny. Rodzą się kłótnie, podczas których należy podjąć parę dojrzałych wyborów, do których bohaterowie przygotowują się powoli od początku trwania filmu. Niektóre, owszem, przewidywalne, inne uroczo zaskakujące – zyskują naszą bezgraniczną sympatię, a o to tu właśnie chodzi. To jeden ze skutecznych filmów na chandrę. Ale nie z tych przesłodzonych i nieprawdziwych, jakimi karmi nas Hollywood. Kumple pełni są optymizmu
i młodości, a przy tym są po prostu prawdziwi. Myślicielom pozwalają na małą refleksję o tym, co jest w życiu najważniejsze, reszcie pokazują, że życie może być cool.

Cieszymy się filmem w filmie. We właściwą historię zgrabnie wplecione są fragmenty filmików Kristoffera, kręcone amatorską kamerą. Widz łatwo zatraca się w fabule. Pamiętnik video natomiast podkreśla wyjątkowość relacji między Geirem, Stigiem i Kristofferem.

Film wypełnia żywa muzyka rockowa, dodająca obrazowi jeszcze więcej energii. Za to pochwała należy się Larsowi Lillo-Stenbergowi.

Norweski obraz otrzymał, całkiem zasłużenie, nagrodę publiczności na Warszawskim Festiwalu Filmowym.

 

Magda Jeziorek

 

Zwiastun:

 

 


Poprzednie felietony:

 

(Pluszowe) Muminki się cieszą radościa i życiem

"Moje matki" - aholywoodzki smutek

"Jadesoturi" - przeszłe życie, jutrzejsze szczęście

Kaurismäki - raz na komediowo, czyli "Leningrad Cowboys jadą do Ameryki"

Z tęsknoty za melonikiem - "Gang Olsena"

"Idioci", czyli mistrz Dogmy o buncie

"Uczta Babette" - degustacja rozkosznych kontrastów

"Zakochani widzą słonie" - czarno-biały traktat o odpowiedzialności

Niedawno obejrzałam "Kumpli" , "Historie kuchenne" oraz "Hawaje,Oslo" ...wszystkie trzy filmy są niesamowite, bardzo "klimatyczne" , a zarazem lekkie, mądre i wciągające... Do niedawna niewiele wiedziałam o norweskim kinie, ale naprawdę mnie teraz wciągnęło i bardzo mi się spodobało... Lubię ambitne, ale nieprzerysowane historie, prawdziwych bohaterów, będących takimi jak my, mających codzienne problemy, znajdujących się w zwyczajnych sytuacjach, a zarazem przyjaznych, ciepłych, budzących łzę wzruszenia i życzliwy uśmiech.
Właśnie to zafascynowało mnie w norweskim kinie.
Może możecie mi polecić więcej ciekawych skandynawskich produkcji, wartych obejrzenia???
Pozdrawiam wszystki fanów kina i Skandynawii !!!!

Gosia