You are herePrzegląd filmowy
Przegląd filmowy
"Uczta Babette" – degustacja rozkosznych kontrastów
Gdy opublikowano "Ucztę Babette" na łamach jednego
z amerykańskich czasopism, Karen Blixen była już poważaną pisarką. Miała za sobą sukces "Pożegnania z Afryką" i duńską nagrodę dla kobiet zajmujących się sztuką - Tagea Brandt Rejselegat. "Uczta"była przeznaczona dla Amerykanów. Traktowała więc, rzecz jasna, o jedzeniu.
Ekranizacji opowiadania podjął się Gabriel Axel – stworzył obraz, który w pełni zasłużył na otrzymanego w roku 1988 Oskara. Pomogli mu w tym: operator, inspirujący się malarstwem Vermeera, jeden żółw, trzy świetne aktorki, 148 przepiórek, narracja Karen Blixen i nasze własne zmysły, upojone magią kuchennych rytuałów.
XIX wiek, Dania. Dwie siostry mieszkają na wybrzeżu Jutlandii i wiodą ciche życie pokornych córek pastora. Odrzucają licznych adoratorów, ich życie wypełnia pomoc biednym oraz opieka nad parafią. Pewnego dnia na progu domu Martiny i Philippy staje tajemnicza Babette i zostaje ich gosposią na wiele surowych, szarych, ale i kojąco spokojnych lat. O Babette wiadomo jedynie, że jest Francuzką, która potrafi gotować i że co roku kupuje los na loterii paryskiej – jest to jej jedyny kontakt z krajem. Po czternastu latach wygrywa 10 000 franków i prosi siostry, by mogła przyrządzić dla nich i ich gości prawdziwy, francuski obiad.
Chłodna wioska i jej pogrążeni w modlitwie mieszkańcy mogą skojarzyć się nam z innym filmem, który równie skutecznie pobudza pracę ślinianek – z "Czekoladą" Lasse Halströma. Kulinarne rytuały w obu obrazach okazują się doświadczeniem wyzwalającym, godzącym zwaśnionych, podobnym do romansu, jak komentuje ucztę jeden z bohaterów: "Była to kobieta, która miała niepowtarzalny dar przekształcania obiadu w coś na kształt doświadczenia miłosnego. Doświadczenia, które rozbija granicę między pożądaniem cielesnym a pragnieniami duchowymi".
Sceny uczty przenoszą nas do innego świata. Elegancko zastawiony stół czeka na kolejne specjały. Zupa żółwiowa, Amontillado, maleńkie crêpes z kawiorem, przepiórki w sarkofagach z truflami, sosy, sałatki, deski serów, szampan, ciasta... Na wyrafinowanych potrawach poznaje się jedynie zaproszony na przyjęcie generał. Parafianie poprzysięgli sobie ignorowanie "diabelskich praktyk" Babette, "jakby nigdy nie mieli zmysłu smaku". Dialogi stają się tym samym rozbrajająco zabawne:
- Toż to prawdziwe Veuve Clicquot, rocznik 1860!
- Aaa...Tak, ee... jestem pewien, że jutro cały dzień będzie sypać śnieg.
Reżyser zadbał o to, by wszystkie potrawy w filmie prezentowały się idealnie. Zatrudnił do tego celu szefa kuchni jednej z najlepszych restauracji w Kopenhadze, Jana Pedersena. Jako kulinarny artysta nie mógł sobie pozwolić na półśrodki, dlatego każde danie, które widzimy na ekranie przyrządzone zostało dokładnie według XX-wiecznych, francuskich przepisów.
Czuję się zobowiązana, by zamieścić na tej stronie ostrzeżenie: Film może powodować nieodpartą chęć gotowania i zerwanie z dietą do otyłości włącznie.
Magda Jeziorek
Zobacz fragment "Uczty"










